Od ponad 10 lat co rok jeździmy na Chorwację. Tradycyjnie wiele turnusów zmienia się w sobotę – wtedy jest największy ruch na autostradach – przyjeżdża się więc zmęczonym i po dalekiej drodze trzeba się rozpakować i… dowiedzieć o niedzielną mszę. Co rok jest podobny problem – odnalezienie kościoła blisko małego kurortu, w którym jest w sieci info o godzinach mszy graniczy z cudem.
W tym roku byliśmy w dwóch miejscowościach i raz mieliśmy szczęście, bo gospodyni akurat wiedziała i jechała do kościoła, który wskazała na mapie; w drugim miejscu w południowej Dalmacji ponad godzinne poszukiwanie w sieci nic nie dało. Była informacja, że jest kościół w Klek oddalony o 2 km, ale nigdzie nie było żadnego kontaktu. Musiałem więc pojechać wcześniej w niedzielę i okazało się po raz pierwszy w naszym przypadku, że msza jest po polsku – ale niestety, było na nią za późno (aby sprawdzić wybrałem się sam – musiałbym wrócić i się przebrać), ale na szczęście po chorwacku jest jeszcze o 19-tej.
Sądzę, że Chorwaci wiedzą, że wielu wakacyjnych turystów to katolicy. Myślę, że nie widzą powodu, by zachęcać ich do przyjścia do kościoła – z reguły na mszy jest kilku Polaków, nieraz byli Włosi, nie pamiętam, bym spotkał Niemców. Zapewne uznają, że to już heroizm moralny szukanie mszy w niedzielę w wakacyjnym miejscu. A przecież do heroiczności nie mają prawa wzywać.
Tymczasem są osoby, które od kilkudziesięciu lat korzystają z wyszukiwarek i są gotowe stracić czas na odnalezienie kościoła. To nie heroizm, tylko google. Chorwaccy księża szczególnie z małych nadmorskich miejscowości – ogarnijcie się i wrzućcie info do sieci – chciałbym to powiedzieć, ale nie znam żadnego z nich. Więc napiszę do polskiego kleru – jeśli zamierzacie odprawiać w jakiejś miejscowości (jak np. księża z Klek z 9-tej z 9 lipca 23) napiszcie o tym. Prosta rzecz, a ułatwi wielu życie.
PS. A dlaczego ilustracją tekstu jest kościół w Neum?
Nadużycia seksualne nie były poważnym problemem podczas pięciu lat rządów kard. Ratzingera w Monachium. Nie mamy ani jednego przypadku, w którym jakikolwiek małoletni lub dorosły byłby molestowany seksualnie. Cztery przypadki opisywane w raporcie dotyczą sytuacji nieobyczajnych (ksiądz był ekshibicjonistą, inny nago pływał w rzece, kolejny robił zdjęcia w przebieralni dziewcząt). Tymczasem pojawiły się zarzuty wobec papieża seniora, które mogły powstać albo ze złej woli i/lub z nieznajomości samego tekstu raportu. Zamiast fake newsów warto posłużyć się zdrowym rozsądkiem. Ktoś, kto zna wypowiedzi Josepha Ratzingera, wie że miał jasne stanowisko, gdy chodzi o kwestie moralne. Zwracał uwagę między innymi na opłakane skutki rewolucji seksualnej, mówił, że dochodziło do sytuacji, gdy w seminariach puszczane były filmy pornograficzne. I stąd oczywiste jest, że właśnie dlatego od razu zareagował na nieobyczajną sytuację – gdy ksiądz pływał nago, chociaż było to i jest dość powszechne w Niemczech. W takiej sytuacji nie byłoby stanowczej reakcji biskupa, który podchodziłby „z wyrozumiałością” do kwestii moralnych – zwłaszcza że chodziło o siostrzeńca biskupa przysłanego na studia do Monachium! Oddzielnym przypadkiem jest ksiądz H. – który miał znaleźć się na leczeniu psychiatryczne w diecezji monachijskiej. Ponieważ był alkoholikiem, chodziło na pewno o leczenie z tego nałogu. Czy kard. Ratzinger wiedział o ekshibicjonizmie – warto zaczekać na szczegółowe wyjaśnienie. Tymczasem niezależnie należy pamiętać, że w tym czasie leczono w Niemczech nie tylko alkoholików i ekshibicjonistów, ale też homoseksualistów. Przyjmowanie do diecezji i tolerancja dla nieodpowiednich księży jest związana z tym, że wskazuje się, iż jest za mało księży. Przypomnę więc, co na ten temat mówił sam Ratzinger – na spadek powołań trzeba spojrzeć razem ze spadkiem zaangażowania wiernych. Dlatego nie potrzeba dzisiaj tylu księży, co kiedyś. Zdrowy rozsądek każe też uznać za absurdalne insynuacje typu: Ratzinger mógł wiedzieć – jeśli on sam stwierdza, że nie wiedział. Takie sformułowania kompromitują potrzebną w Kościele zasadę transparentności i niezależności komisji. O ile z pedofilią należy bezwzględnie walczyć, to fake newsy i atakowanie osób, które, jak Ratzinger, był w tej kwestii jednoznaczny, tylko szkodzi i przyczynia się do ochrony pedofilów. Bo nie zwraca się uwagi na rzeczywiste zaniedbania i o nich nie mówi doprowadzając rozumowanie do absurdalnej tezy, że to cały Kościół jest winien i w zasadzie należy go zlikwidować. Dalszym tego efektem jest banalizowanie zaniedbań kardynała Marxa – któremu raport stawia rzeczywiście poważne zarzuty, a który nadal kieruje diecezją monachijską. Wszyscy katolicy wstydzimy się, że dochodziło do wykorzystywania seksualnego w Kościele. Trzeba szczególnie jasno powiedzieć, że w Polsce jawna do bólu komisja jest wymogiem zadośćuczynienia ofiarom – szczególnie w przypadku arcybiskupa o skłonnościach homoseksualnych, Juliusza Paetza, bo tutaj ucierpieli też ci, którzy starali się troszczyć o prawdę. Ale efekt niesmaku po oświadczeniach związanych z komisją ds. diecezji monachijskiej pozostanie czymś, co skutecznie będzie blokował wołanie o jawność. To nie jest też kwestią ciekawości, ale świadectwem zadbania o rzetelność w procesie, jeśli podane byłyby nie tylko kary dla ostatnio ukaranych polskich biskupów, ale informacja konkretnie za co byli ukarani. Fake newsy na temat papieża seniora bardzo zaszkodziły tej kwestii. Papież Franciszek w lutym 2019 r. na spotkaniu przewodniczących episkopatów jako na pierwszą przyczynę pedofilii w Kościele wskazał klerykalizację. Ta diagnoza jest niewątpliwie słuszna. Papież senior wskazał, że kwestie związane z rewolucją seksualną mają też znaczenie. Wyraźnie widać, że w Niemczech tak jest – a ostatni raport to potwierdza. Benedyktowi XVI towarzyszy czarny PR, który trwa jeszcze od czasów, gdy był Prefektem Kongregacji Nauki Wiary. Dlatego wielu nie dostrzega, że właśnie on starał się zdecydowanie walczyć z pedofilią w Kościele. Tymczasem uderzenie w niego insynuacjami jest uderzeniem w walkę z pedofilią.
Ekumenizm dzisiaj, jak zresztą nigdy w historii, nie był prostą rzeczą. O pewnych trudnościach i o pozytywnych symptomach trzeba jednak mówić otwarcie. W ogóle na temat podejścia do ekumenizmu papieża Franciszka najlepszą wskazówką jest wykład o. Thomasa Rosica wygłoszony na posiedzeniu plenarnym Konferencji Episkopatu Stanów Zjednoczonych – miało to miejsce chyba w 2014 roku. Warto się z nim zapoznać, bo pozwala lepiej rozumieć papieża i jednocześnie jest wskazówką jak można praktykować ekumenizm.
Poszukiwania Franciszka, by inaczej kierować Kościołem – tak określiłbym zmiany dotyczące synodu biskupów. Już synod o rodzinie zwołany przez papieża z Argentyny był pierwszym, w którym postawiono na wolność dyskusji i zrezygnowano z jakichkolwiek nacisków ze strony Stolicy Apostolskiej w moderowaniu – takie można było usłyszeć opinie uczestników synodu.
Czy przyniósł on oczekiwane rezultaty? Czy właśnie tego oczekiwał papież Franciszek? To pozostaje kwestią drugorzędną. Bo na pewno pozwolił Ojcu świętemu nabyć doświadczenie i nakierować dalsze kroki w określonym kierunku.
To ostatni sobór w zasadzie wskazał synodalność jako kierunek, ale jak ma się to wskazanie realizować jest i było kwestią do rozważenia. Moim zdaniem położenie nacisku na kontynentalność na pewnym etapie jest kluczowe. Znowu wskazówką może być drugi synod o rodzinie, gdzie zapatrzeni w polityczną poprawność przedstawiciele Europy i Ameryki chcieli wprowadzić obecne postulaty LGBT. Nie stało się tak dzięki stanowczemu sprzeciwowi biskupów afrykańskich. A po tym, jak na pierwszym synodzie taka próba została podjęta i od razu skompromitowana przez comming out polskiego duchownego, Krzysztofa Charamzę (ktoś pamięta jeszcze jego wyreżyserowane pajacowanie?), można sądzić, że Franciszek był zadowolony, że na drugim synodzie właśnie afrykańczycy potrafili się przeciwstawić. Z kolei właśnie dzięki temu nie było żadnych wątpliwości, że wydany przez Kongregację Nauki Wiary zakaz błogosławieństw par homoseksualnych jest w pełni akceptowany przez Ojca świętego. W końcu jest on zakonnikiem. A od dawna już zakony zauważyły, że Europa jest skończona. W Afryce i w Azji nowicjaty się otwiera, w Europie i Ameryce zamyka. Koniec starego kontynentu nie dotyczy tylko religii. Ekonomiści wskazują, że pod względem gospodarczym Europa jest chora. Tylko o tym jeszcze nie wie. I jak wcześniej kolonizowała gospodarczo, tak dziś chce jeszcze kolonizować ideologicznie. Dlatego w kościele mamy zwrot ku Afryce i Azji – widoczny on będzie dobrze też na synodzie, który będzie funkcjonował na nowych zasadach. By pomóc zainfekowanym kolonialną wyższością dostrzec, że są chorzy, a uzdrowieniem może być słuchanie innych.
Triduum paschalne w Watykanie przebiegało bez zaskakujących wydarzeń. Wszyscy wiemy, że papież Franciszek w Wielki Czwartek nie przewodniczy Mszy Wieczerzy Pańskiej, Raczej udaje się wtedy na peryferia – do więzienia, osób samotnych, imigrantów. Tym razem Ojciec święty udał się na peryferia kościoła – do czekającego na proces kard. Becciu. Ta wizyta pozwala lepiej zrozumieć sens jego dotychczasowych działań. Bo pozbawiony funkcji kardynał jest oskarżony. Oficjalnie chodzi o defraudację. Ale również nieoficjalnie wskazuje się na coś bardziej poważnego – na zdradę; fałszywe oskarżenie wobec innego kardynała, który trafił do więzienia, gdzie spędził niewinnie trudny czas w zupełnym odosobnieniu i w ten sposób został skazany na “śmierć cywilną”.
29 marca dowiedzieliśmy się o nowych polskich męczennikach. Biskup Janiak przestał być już w zeszłym roku rządcą diecezji i miał zakaz przebywania na jej terenie. To są dotkliwe sankcje. W przypadku arcybiskupa Głódzia, to on przeszedł na emeryturę ze względu na wiek, natomiast i tak miał domek na rodzinnym Podlasiu, gdzie zwykł przebywać podczas urlopu. Chyba jedyną dotkliwą sankcją w jego przypadku będzie to, że już nigdy nie będzie miał okazji być na urodzinach Lecha Wałęsy.
W obu przypadkach hierarchowie muszą wpłacić na fundację św. Józefa symboliczne kwoty – podobnie jak to było w przypadku kard. Gulbinowicza (który chyba nie zdążył wpłacić należności). Nawiasem mówiąc, to ciekawe, czy na przykład abp Głódź będzie zwlekał z tym kilkanaście lat – ma przecież w tym doświadczenie. I w dodatku może przy tym mówić: “i co mi zrobicie”?
Rzeczywiście, Stolica Apostolska niewiele może zrobić. Kary są bardziej symboliczne. Za cierpienie, któremu być może można było zapobiec, ogromne zgorszenie trudno wymierzyć odpowiednią karę. Ale to i tak dobrze, że wierni (i hierarchowie) wiedzą, że biskupi nie są bezkarni.
Szkoda, że ograniczenia pandemiczne powodują, że nie można organizować marszu świętości życia. Akurat w tym roku, zwłaszcza po wyroku Trybunału, marsz powinien mieć w pierwszym szeregu baner z napisem „KONSTYTUCJA”. W dalszych szeregach powinny być dosłowne cytaty z ustawy zasadniczej o rodzinie jako związku kobiety i mężczyzny oraz o ochronie życia.
Kongregacja Nauki Wiary w reakcji na postulaty niemieckiej drogi synodalnej wydała notę zakazującą błogosławienia związków homoseksualnych; nastąpiło to przed rozpoczęciem roku rodziny.
Ojciec święty Franciszek podkreślał, że zależy mu szczególnie na rodzinie. Dlatego niedługo po swym wyborze na papieża zapowiedział zwołanie synodu na temat rodziny. Przed obradami dużo mówiło się, że wówczas trzeba będzie się też zająć kwestiami homoseksualistów. Wbrew logice, był duży na to nacisk. Na szczęście temat został skompromitowany dzięki polskiemu księdzu – Krzysztofowi Charamsie. Coming out tego wcześniej nieznanego, a dziś zupełnie zapomnianego duchownego w przeddzień rozpoczęcia obrad wywołał taki niesmak, że synod nie podjął tematu.
Po dwóch latach znowu zjechali do Rzymu ojcowie synodalni i ponownie próbowano podnosić kwestie homoseksualistów. Wówczas zdecydowana reakcja biskupów z Afryki spowodowała, że temat nie został podjęty.
Może w pamięci miała Kongregacja Nauki Wiary poprzednie przeboje związane z problematyką rodziny i dlatego przed rozpoczynającym się rokiem rodziny wydała notę. To dość oczywiste przypomnienie, że błogosławi się tylko to, co jest zgodne z wolą Bożą (według Biblii związki homoseksualne nie są z nią zgodne), więc nie może być mowy o błogosławieństwie na wzór małżeństwa np. dwóch geji. W reakcji na notę np. episkopat Kenii podziękował Kongregacji za nią.
Oczywiście niektórzy oświeceni Europejczycy będą wskazywać na to, że można inaczej interpretować Biblię. Nigeryjczycy mogą wówczas odpowiedzieć: tak, można – tylko po co?